Aktualności
beautiful girl enjoying the summer sun

Jak zostać dla siebie bratnią duszą. Porada psychologa

BRATNIA DUSZA.
Jak budować najważniejszą i najdłuższą relację w życiu?

Prawdziwy przyjaciel. Czy kiedyś zastanawiałeś się, co to dla Ciebie oznacza? Jaki jest? Jak Cię traktuje? Jak zachowuje się względem Ciebie? Co cennego jest w takiej relacji? Odpowiedź na te pytania przychodzi bez trudu. Zadziwiająco łatwo potrafimy opisać taką osobę. Prawdziwy przyjaciel jest ze mną na dobre i na złe, okazuje troskę, zrozumienie; wspiera, pociesza i uspokaja; motywuje do działania albo powstrzymuje, kiedy robię coś głupiego. Akceptuje mnie od początku do końca, rozumie moje potrzeby, często mi towarzyszy, zwłaszcza kiedy robi się trudno… Coś jeszcze? Pewnie tak. Jak go znaleźć?

 

Zostawmy jednak na chwilę to pytanie. W swoim życiu budujemy kilka rodzajów relacji – ze światem zewnętrznym, z innymi ludźmi, którzy stają nam się bliżsi lub dalsi. Być może niektórzy z nas spotkali w życiu osobę, która była lub jest bratnią duszą. Wielu z nas tego pragnie. Ale jest taka relacja, która jest od tej ważniejsza. Zaryzykować można nawet stwierdzenie, że jest najważniejsza. Jest też najdłuższa bo trwa całe życie i z tego powodu dobrze, by była głęboka i satysfakcjonująca. To relacja z samym sobą. Jaka ma być? Jak to się robi? Jak budować tę relację? Tu wróćmy do obrazu prawdziwego przyjaciela, tu znajdziemy odpowiedź.  A co gdyby tak właśnie zacząć traktować samego siebie? Stać się swoja bratnią duszą.

 

 Jak to urzeczywistnić, byśmy stali się dla siebie ważni, wspierający, pomocni, troskliwi, akceptujący, rozumiejący, inspirujący, w sobie zawsze obecni? O czego zacząć? Ważne by na początku zadać sobie kilka trudnych pytań, rozpoznać, jaką relację mamy ze sobą, a jakiej byśmy chcieli. Kim dla siebie jesteś? Jak siebie traktujesz? Jak wobec siebie postępujesz? Jaki dla siebie jesteś, np. kiedy coś  ci się nie udaje? Jest duże prawdopodobieństwo, że nigdy wcześniej nie zadawaliśmy sobie tych pytań. Odpowiedzi mogą ukazać, jak bardzo daleko od siebie jesteśmy, jak potrafimy być wobec siebie krytyczni bezwzględni, opresyjni. Jednak najważniejsze, że od momentu takiej konstatacji wszystko możemy zmienić, naprawić. Mądra troska o siebie to umiejętność, której warto się nauczyć.

 

Podstawą tej relacji jest kontakt ze sobą na poziomie ciała, umysłu, emocji – zauważanie i rozumienie tego, co dzieje się w nas z chwili na chwilę, no i rzecz jasna uważnianie siebie poprzez reagowanie na swoje potrzeby, jeśli te mówią o tym, że np. potrzebny jest posiłek, odpoczynek, sen, odreagowanie trudnych emocji, kontakt z lekarzem. To się wydaje oczywiste, jednak z perspektywy gabinetu psychoterapii widać, że bardzo często zamiast zatroszczyć się o siebie wywieramy na sobie nieustanną presję, by dalej i przede wszystkim realizować stawiane sobie zadania, cele czy oczekiwania innych. Potrafimy biec, wciąż szybciej i szybciej, chcieć od siebie i świata więcej i więcej,  ale nie potrafimy się zatrzymać by sprawdzić czy czegoś nam potrzeba i czy podążamy w chcianym przez nas kierunku. Uważność i zrozumienie – do tego potrzeba czasu i uwagi dla siebie, zatrzymania, sprawdzenia w jakim jesteśmy nastroju w danej chwili, co nam się myśli, jakie obrazy, uczucia znajdujemy i o czym one nam mówią. W ten sposób zrozumiemy własne potrzeby, będziemy w stanie adekwatnie na nie reagować.

 

Kolejne ważne pytanie, jakie warto sobie zadać brzmi: jak się do siebie zwracasz, jak przemawiasz do siebie? To bardzo mocne doświadczenie, kiedy wreszcie świadomie „słyszymy”, jak mówimy do siebie, kiedy np. coś się nie udaje, kiedy nie jesteśmy z siebie zadowoleni, kiedy mierzymy się z wyzwaniem, kiedy walczymy ze zniechęceniem, słabością. Czasem uszy więdną. Osądzanie, obwinianie, deprecjonowanie, straszenie siebie, krytyka, atakowanie i wrogość wobec siebie – i to w niewybrednych słowach. Czasem naprawdę nikt inny nie potrafi tak zranić, jak my sami siebie. Co się dzieje dalej? Czasem uda się pozbierać, wziąć w garść i ruszyć do przodu, no bo przecież po to tak sobą potrząsamy a czasem wręcz przeciwnie. Ubywa nam sił, pogłębia się zniechęcenie, niepewność czy damy radę z tym wszystkim. Nie widzimy tego, jak to, w jaki sposób traktujemy siebie przekłada się na motywację, nastawienie, podejście do wyzwań codzienności. Skąd to się w nas bierze? Wielu z nas było w dzieciństwie poddawanych treningowi unieważniania, zaprzeczania potrzebom i uczuciom. Czasem w traumatycznej postaci – jak wtedy, kiedy rodzic na widok rozpaczającego po stracie zwierzaka dziecka mówił, żeby przestało się mazać bo to tylko chomik i poszło się wreszcie ładnie pobawić. Większość z nas słyszała w swoim domu takie słowa: nie przeszkadzaj mamusi…, cisza, ani słowa…, nie płacz, bo nie masz powodu…, nie ładnie się złościć…, powinieneś się wstydzić…, doprowadzasz mnie do szału… Często stępianie wrażliwości na własne potrzeby i uczucia przyjmował formy subtelniejsze – na przykład ironii wobec naszych lęków, zawstydzania czy przypisywania winy, kiedy nie spełnialiśmy oczekiwań naszych opiekunów.

 

Ćwiczyliśmy także niewiarę w siebie i myślenie, że żeby niewiadomo ile się starać, to i tak ostatecznie okaże się, jacy jesteśmy beznadziejni. Tu pojawia się obraz rodzica, który naprawdę wierzył w to, że od pochwał przewraca się dzieciom w głowach ale za to trzeba je chronić przed niepowodzeniami i wyprowadzić na ludzi pokazując im absolutnie wszystko, co zrobią źle. Z żelazną konsekwencją. Krytyka, umniejszanie, deprecjonowanie, przypisywanie złych intencji. I to dla naszego dobra. Dlatego przekonani, że tak trzeba, w dorosłym życiu robimy to sobie sami. Uwewnętrzniamy ten rodzaj ustosunkowania, jaki mieli do nas kiedyś nasi rodzice, opiekunowie i traktujemy jak oczywistość. W efekcie odrzucaliśmy prawdziwą i czującą część siebie, a to jest bardzo bolesne. Tymczasem żeby naprawdę dobrze o siebie zadbać, dobrze jest zacząć widzieć siebie tak, jak mądra matka czy ojciec widzi swoje dziecko – bez oceniania, z pełną miłości i zrozumienia uważnością, gdzie miłość oznacza życzliwość i akceptację. Bezwarunkową i całościową. Mamy prawo do słabości, błędów, niewiedzy, niechęci, złości, smutku tak samo jak do radości, odpoczynku, spokoju, pragnień. Nie chodzi tu rzecz jasna o popadanie samouwielbienia ale o przyjęcie, uznanie siebie, zaakceptowanie takiego, jakim się jest. Dopiero, kiedy jak kochający i czuły rodzić damy sobie przyzwolenie na przeżywanie swoich autentycznych uczuć i zaspokajanie prawdziwych potrzeb, będziemy mogli siebie w pełni poznać i uważniać.

 

Dbając o relację ze sobą warto przyjąć wobec siebie postawę szczerości i autentyczności. Czyli nie udawać przed samym sobą, że wszystko jest w porządku, że nic się nie dzieje, że nie ma sprawy, że jest ok … Jeśli coś jest dla nas niedobre albo bardzo nam nie pasuje, wówczas nie wmawiajmy sobie, że jest inaczej. Nie zawsze i nie w każdej sytuacji można będzie powiedzieć wprost, co czuję i myślę, ale przynajmniej dla siebie nie warto zaprzeczać, zwodzić się fałszowaniem rzeczywistości. Przyjmowanie rzeczywistości taką, jaka jest w istocie pozwoli na zbudowanie zaufania do siebie, znajdowania oparcia w sobie. To bezcenne, na przykład kiedy zabraknie wsparcia ze strony innych. Dlaczego to może być trudne do zrealizowania? Otóż szczerość i autentyczność wobec siebie wymaga wzięcia odpowiedzialności za swoje uczucia i potrzeby. Oczekiwanie, że inni będą nam dawać wszystko, czego potrzebujemy (np. poczucie wartości, poczucie bycia ważnym i docenianym, szczęśliwym) jest mało realistyczne i rodzi wiele cierpienia. Nie chodzi tu jednak o przekonanie, że jesteśmy absolutnie samowystarczalni. Szczerość i autentyczność pozwolą na jasne komunikowanie innym czego potrzebujemy i przyjmowanie od niech pomocy.

 

Dobra relacja ze sobą to umiejętność dostrzegania w sobie tego, co warte jest docenienia, a czego nie widzimy, kiedy większość czasu koncentrujemy się na tym jacy nie jesteśmy, jak nie jest.  Mamy zdolność widzenia minusów niemalże we wszystkim co nas dotyczy – swoich cechach, postawach, zachowaniach, działaniach i ich efektach. Wciąż jest niewystarczająco dobrze. I znów deprecjonujemy, krytykujemy, atakujemy siebie, straszymy wizją porażki czy ostatecznej katastrofy. Mówimy do siebie językiem powinności, nakazów i zakazów. Dodatkowo często źródło oceny własnej eksportujemy na zewnątrz, oddajemy innym ludziom władze nadawania prawdy o tym ile jesteśmy warci. Jakie są skutki takiego postępowania wobec siebie? Napięcie, niepewność, niska samoocena, podatność na stres, a w skrajnych momentach – silne stany lękowe, brak sensu w życiu, brak nadziei.

Tymczasem warto jest zamienić oczekiwanie od siebie perfekcji i doskonałości na dostrzeganie perfekcji i doskonałości w tym, jak jest. Na tę samą cechę można spojrzeć jak na największą wadę, jaki i zaletę. Docenienie tego, co wystarczająco dobre – że mamy zasoby, tego jak potrafimy sobie radzić, co lubimy robić i w czym jesteśmy dobrzy, jakie mamy potrzeby i aspiracje, co cenimy sobie w życiu, co dajemy innym a co od nich dostajemy – pozwoli poczuć się ze sobą dobrze, polubić siebie  i uznać własną wartość. Bezcenne.

 

Każdy z pewnością przyzna, że chciałby umieć tak traktować siebie. To jednak nie jest proste, wiedza, jak to powinno wyglądać jeszcze nie sprawi, że tak się stanie. Tu bardzo pomoże psychoterapia. Pozwoli po pierwsze wyłuskać negatywne schematy osobiste, tendencje w myśleniu, odczuwaniu i działaniu, które w aktualnej codzienności generują problemy i powodują, że zaspokajanie potrzeb nie jest możliwe albo bardzo trudne. Pozwoli zrozumieć  przyczyny tendencji i schematów, koncentrując się na śladach dawnych doświadczeń. Stworzy okazję by rozliczyć się z przeszłością i żyć pełnią życia. Warto skorzystać z profesjonalnej pomocy psychologicznej. Wszystko jest łatwiejsze, zwłaszcza przechodzenie przez proces zmiany osobistej, kiedy obok jest osoba – psycholog, psychoterapeuta, której się ufa, mając poczucie bezpieczeństwa dzięki jedynej w swoim rodzaju relacji, którą się wspólnie tworzy.

 

W podsumowaniu kilka wskazówek, które będą pomocne w budowaniu dobrej relacji ze sobą.

  • Naucz się nawiązywać głęboki kontakt ze sobą. Dawaj sobie coś bardzo cennego czym dysponujesz – swój czas i uwagę. Rozwijaj uważność dla swoich myśli, uczuć, sygnałów z ciała. Rozróżniaj, słuchaj, czuj. Jak to się robi? Usiądź wygodnie, zamknij na chwilę oczy. Wyrównaj, spowolnij oddech. Najpierw poszukaj ciszy; zauważ, że znajdujesz się w ciszy, z której wyłaniają się różne dźwięki, np. tykanie zegara, szum komputera, odgłosy rozmowy zza ściany, szczekanie psa na dworze itp. Po chwili połóż rękę na okolicy serca i skieruj uwagę do wewnątrz; zauważ swoje emocje; możesz ale nie musisz ich nazywać od razu. Poczuj je , skontaktuj się z nimi. Po chwili poszukaj słów, które opiszą to co czujesz. Czy to smutek? Może to lęk? Nie odwracaj od nich uwagi. Jeśli one są, to znaczy, że niosą jakąś ważną informację. Same w sobie nie są złe, czasem tylko robimy coś niewłaściwego pod ich wpływem. O czym on ci mówią? Najlepszym sposobem na poradzenie sobie z trudnymi emocjami jest zaopiekowanie się nimi – przyjęcie i wysłuchanie ich. Teraz zwróć uwagę na myśli, które pojawiają się w głowie. Niczego nie musisz z nimi robić, po prostu pozwalaj, by przebiegały, nie podążaj za żadną z nich. Im lepiej potrafisz patrzeć na nie jak obserwator, tym lepiej będziesz potrafił zachowywać dystans między sobą a myślami. Paradoksalnie dystans do własnych myśli, przekonań czy ocen może zbliżyć nas do prawdziwych siebie – pozwala prawdziwie poznać i zrozumieć siebie.

 

Kolejno zwróć uwagę na odczucia w ciele – fale napięcie, może ciepła, ucisk, drżenie, ból… Czasem nasze ciała biją na alarm.  Przeskanuj swoje ciało w poszukiwaniu takich punktów, zatrzymaj się tam na chwilę, rozpoznawaj, postaraj się rozluźnić.

 

  • Zadaj sobie pytanie czego potrzebuję w związku z tym, co w sobie znajduję? I dalej – co relaksuje moje ciało? Kiedy odpoczywa moja głowa i od czego ona potrzebuje najbardziej odpocząć? Co mi służy? Co mnie buduje? Z czego mam zrezygnować, by nie trwonić sił i zasobów? Nawet, jeśli podejmujemy decyzję, że nie zaspokoimy jakiejś swojej potrzeby, świadomość takiego wyboru buduje relację poprawia kontakt ze sobą.

 

  • Bądź dobry dla siebie. Szukaj sposobów, jak możesz o siebie zadbać. Codziennie! Potem planuj, nawet wpisuj w kalendarz to, co zrobisz dla siebie.

 

  • Twórz wspierające myśli, np. „Spokojnie. Powoli. Poradzę sobie”. Życzliwe nastawienie wobec siebie tworzy dobrostan ciała. Mów do siebie językiem wsparcia, bądź dobry dla siebie zwłaszcza kiedy jest trudno. Uważnie i z serdecznością towarzysz sobie w tym, co przeżywasz, co robisz i doświadczasz, dając sobie to wszystko, co sprawi że rozkwitniesz i staniesz się pełnią siebie.

 

 

Bądź dla siebie bratnią duszą.

 

Psycholog – Psychoterapeuta Katarzyna Łapińska Centrum probalans Warszawa

Katarzyna Łapińska

Powrót