Aktualności
Terapia par

KRYZYS W ZWIĄZKU… I CO DALEJ?

KRYZYS  W ZWIĄZKU… I CO DALEJ?

 

Czy to w istocie kryzys? Czy nasz związek dotyka choroba, która zagraża jego trwałości?

Czy damy sobie z nim radę sami? Czy każdy kryzys jest zapowiedzią rozstania?

Na takie i podobne pytania szukamy odpowiedzi, kiedy relacja z partnerem komplikuje się, kiedy coraz częściej w związku pojawiają się spięcia, kłótnie, ciche dni. Słowo kryzys w większości kojarzy nam się z czymś złym, zagrażającym dla związku. Może wywoływać negatywne nastawienie i zachowania obronne wobec partnera. Często zaczynamy walczyć ze sobą nawzajem, choć walczymy o więź, o związek. Tego jednak na pierwszy rzut oka nie widać. Widać za to, jak bardzo on nie jest tym, za kogo go uważałam, a ona jest inna, niż ta kobieta, której się oświadczałem. Pojawia się pierwsza myśl o rozstaniu.

 

 Paradoksalnie kryzys sam w sobie nie jest złym zjawiskiem. Pojawia się pod wpływem pewnych przejściowych stanów, normalnych, życiowych doświadczeń, które wywołują zaburzenia równowagi w relacji. Jest zakłóceniem normalnego biegu zdarzeń w życiu związku, wymaga ponownej oceny sposobów myślenia i działania. To typowa ludzka reakcja na (nie)codzienne doświadczenia, przemiany życiowe, na wydarzenia, które wymagają od partnerów włączenia do swojego życia ich następstw, zaadaptowania się do zmiany jaką ze sobą niosą.  Kryzys najczęściej pokazuje, że jakiś sposób realizowania ważnych potrzeb partnerów czy związku po prostu nie działa i trzeba go zmienić. Jednak trudno to zauważyć, tak spojrzeć na zaistniałe trudności. W pierwszym odruchu partnerzy mają tendencję by nasilać i tak już nieskuteczne zachowania i podejmować kolejne próby uzyskania pożądanego stanu rzeczy w związku. Konsekwencje trwania przy nieefektywnych mechanizmach mogą być znaczące – narasta poczucie zawodu, rozczarowania partnerem, coraz bardziej kruszy się więź, znika bliskość, kumulują się negatywne emocje, które powodują emocjonalne oddalenie parterów. Coraz trudniej spojrzeć na siebie z życzliwością, znikają wspólne tematy, zdolność do cieszenia się sobą nawzajem. Relacja psuje się zatrważająco szybko, trudniej odbudowuje. Stąd już bardzo blisko do kolejnych myśli o rozstaniu. Sprawa robi się poważna!

 

Tymczasem …

Wojciech Eichelberger twierdzi, że słowo „kryzys” jest nadużywane. Wyjaśnia to tym, że hedonistyczna kultura rodzi w nas hiper-oczekiwania, że najważniejsze jest, by w życiu było przyjemnie, łatwo i pod dostatkiem. Wielu ludzi wchodzi w związek z wyobrażeniem, że będzie idealnie… że ma być idealnie. Frustracja, rozczarowanie pojawiają się szybko, trudności w związku z automatu traktujemy jako kryzys. Czy tak jest? Niekoniecznie. Większość z tych trudności to po prostu wyzwania, które w związku są nieuchronne, naturalne. Wynikają z procesu rozwoju związku, rodziny. Są rozwojowe, a więc bardzo potrzebne by wchodzić na kolejne etapy życia, relacji. Możemy to rozpoznać po tym, że kiedy tak się dzieje, to mamy poczucie, że stajemy przed tym razem; wspólnie mamy stawić temu czoła, to dotyczy obojga partnerów. Urealnienie wzajemnych oczekiwań i idealnych wizji dotyczących związku to często wystarczający powód by chcieć rezygnować ze wspólnego życia. Szkoda…

 

Zazwyczaj bywa też tak, że spada temperatura uczuć, znika poczucie „bycia na haju” i gorąca namiętność. On już nie przynosi kawy do łóżka a ona nie zapala świec przy kolacji… Kryzys? Niekoniecznie. Okres promocji siebie jako najlepszego partnera ever kiedyś się kończy, kiedyś musimy dać się poznać z prawdziwej, nieidealnej strony. Namiętność, jako jeden z kilku składników miłości, wg prof. Bogdana Wojciszke „hula” najmocniej na początku związku, ale taż najszybciej spada, robiąc więcej miejsca innym, równie ważnym elementom stanowiącym o trwałości bliskiej relacji, tj. budowaniu intymności i wzrostowi zaangażowania.  Można wiele zrobić, by namiętność pielęgnować jednak jej spadek nie musi oznaczać końca związku. I nim nie jest.

 

A potem, kiedy pojawia się pierwsze dziecko, partnerzy stają z kolei przed prawdą, że nic nie będzie takie jak dawniej. Stali się rodzicami, podjęli odpowiedzialność wpisaną w role ojca
i matki. To musi rodzić trudności, wymaga rezygnacji z wielu osobistych udogodnień, dużego wysiłku obu partnerów, by odnaleźć się w nowej rzeczywistości. W naturalny sposób życie przechodzi na wyższy poziom. Kryzys? Niekoniecznie. Zagrażające więzi i relacji mogą być oczekiwania, które stają się roszczeniami; stała licytacja o to, kto robi dla związku i rodziny więcej, kto ma rację. To drenuje energię w związku.

 

Tak więc łatwo pomylić kryzys rozwojowy związku z rzeczywistym kryzysem więzi w związku. Naturalne wyzwania bywają traktowane jako duże zagrożenie. Partnerzy zajmują pozycje naprzeciwko siebie, walcząc ze sobą – nie z problemem, podczas gdy mogliby stanąć ramię w ramię w obliczu takich trudności. Mogą współpracować.

 

A co jest kryzysem w związku? Wojciech Eichelberger podkreśla, że kryzys więzi, na poziomie bardziej podstawowym, często zaczyna się już w dzieciństwie – między rodzicami a ich dziećmi. Skutkiem tego jest ogromny deficyt miłości, takie „bolesne niedokochanie”. Potem w dorosłym wieku wielu ludzi nie wierzy, że zasługuje na miłość; nie rozumieją też miłości dorosłej, partnerskiej. Liczą, że partner zaspokoi ich dziecięce potrzeby; że wreszcie będą czuli się dla siebie najważniejsi, najpiękniejsi, najmądrzejsi i wszystkie „naj”. Jeśli wnosimy do własnego związku taki bagaż, niemal pewne jest, że pojawi się głęboki kryzys w relacji – obie strony będą zachowywać się asekuracyjnie;  będą próbowały uniknąć zranienia. Nie będą wierzyły, że związek przetrwa – a ten brak wiary zadziałać może jak samospełniająca się przepowiednia. 

 

Częstym powodem kryzysu więzi w bliskiej relacji jest jednostronne postrzeganie  związku – przez pryzmat własnych potrzeb, dążeń; nastawienie rywalizacyjne, dbanie, żeby po pierwsze … i po drugie … i po trzecie, to moje oczekiwania były realizowane. Unieważnianie partnera dzieje się niemal samo, tylko poprzez silną koncentrację jednego z partnerów na sobie. To rodzi rozczarowania, frustrację, specyficzny rodzaj niechęci, zobojętnienie, a czasem agresję.  Tymczasem bycie w bliskiej relacji z założenia wymaga uznania tego, że potrzeby partnera są tak samo ważne, jak moje. A czasem nawet ważniejsze. Istnieje też inna ważna kategoria potrzeb – potrzeby związku. Wnioskując – jak twierdzi Eichelberger – związek dobrze rokuje gdy partnerzy nie patrzą na siebie nawzajem wzrokiem pełnym oczekiwań, kiedy nie mierzą zaangażowania partnera miarą własnego zaangażowania, tylko kiedy patrzą w tym samym kierunku i rozumieją system znaczeń partnera. Takie podejście pozwala zachować autonomię i jednocześnie koncentrować się na tym, co ważne dla dwojga, co zawiera się w my.

 

Podsumowując –  jak podpowiada mądrość ludowa  – nie zawsze jest pierwszy maja i nie każdemu psu Burek. Nie każdy kryzys niesie zagrożenie dla więzi w związku. Niemniej dobrze jest zadbać o siebie nawzajem i o relację w ten sposób, że stając przed wyzwaniami – podejmowany przez partnerów wysiłek będzie inwestowany we współpracę i wzajemne wsparcie. A kiedy stare sposoby nie będą dobre do rozwiązywania nowych problemów wspólnie znajdą nowe.

 

Kryzys może umacniać związek. Wyjście z niego wymaga jednak zrozumienia jego natury, dostrzeżenia i uznania uwikłanych a niewyrażanych potrzeb, znalezienia mniej raniących słów i zachowań, zmiany sposobu postrzegania partnera i relacji, rezygnacji z rywalizowania o pozycję, dominację. I z wielu, wielu innych psujących więź elementów. To duży wysiłek, praca wymagająca często pomocy psychologa, psychoterapeuty par. Warto! Terapia par i małżeństw to przede wszystkim okazja, by w bezpiecznych warunkach dotykać najbardziej bolesnych kwestii, wyrazić swoje uczucia, być wysłuchanym, usłyszanym przez partnera nierzadko po raz pierwszy. Pozwoli poczuć że to, co dobrego łączy partnerów, a czego często nie dostrzegają zanurzeni w konflikcie i trudnych emocjach, może dać napęd i motywację do pracy nad odbudowaniem więzi i bliskości.  Praca w psychoterapii par, małżeństw pozwoli także partnerom wyłuskać negatywne schematy osobiste, ich mało konstruktywne tendencje w myśleniu, odczuwaniu i działaniu, które w codzienności pary  generują problemy i powodują, że relacja się psuje. Korzystanie z terapii par i małżeństw to nie przejaw słabości ale właśnie dowód, że zależy nam na związku a w trudnej sytuacji potrafimy sobie radzić sięgając po profesjonalną pomoc.

 

 

Artykuł inspirowany dyskusją W. Eichelbergera, A. Długołęckiej, A. Iwaszkiewicz i D. Golec wokół tematu kryzysów w związkach, jaka miała miejsce na łamach „Wyborczej”, przy okazji promocji książki A. Jucewicz i G. Sroczyńskiego „Kochaj wystarczająco dobrze”.

 

Psycholog – Psychoterapeuta Centrum probalans Warszawa Katarzyna Łapińska

Katarzyna Łapińska

Powrót