Zarządzanie stresem w pracy.

Wielu z nas narzeka na stresującą pracę. Oznacza to, że w życiu zawodowym doświadczamy sytuacji, które wytrącają nas ze stanu równowagi. Jest to związane z różnego typu obciążeniami – wyraźnymi, gdy otrzymujemy do realizacji nowy projekt, awans lub większą odpowiedzialność, ale też przeciągającym się dyskomfortem o umiarkowanym nasileniu – na przykład, gdy wykonujemy działania powtarzalne, ale bez możliwości przewidzenia ich efektywności.

Przykładowo częstym rozwojem pracowników w wielu branżach jest przejście ze stanowisk administracyjnych do działu sprzedaży. Często jest to moment w karierze zawodowej, w którym nagle trzeba sprostać inicjowaniu kontaktu z klientem, co dla wielu z nas okazuje się trudne, jako że wymaga mierzenia się z wielokrotną odmową.  Ławo można się wtedy sfrustrować, zwłaszcza jeśli przypisuje się odpowiedzialność sobie. Co więcej jest się wtedy rozliczanym z wyniku, który nie zawsze zależy od nas, bowiem jest umiejscowiony w rynku. Może to więc prowadzić do długotrwałej presji i poczucia porażki.

Jeśli obciążenie przekłada się jedynie na powszechny w naszej kulturze syndrom „nie lubię poniedziałku”, jest to jego łagodna konsekwencja. Aczkolwiek warto już na tym etapie być czujnym, zwłaszcza, gdy takie nastawienie pojawia się wobec pracy, która dotychczas go nie powodowała. Stres w pracy może jednak prowadzić do poczucia przygnębienia i wycofywania się z dotychczasowych aktywności, niekontrolowanych wybuchów złości (gdzieś nagromadzoną frustrację trzeba odreagować), problemów ze snem, czy uczucia wyczerpania. W długofalowej perspektywie zaś może to doprowadzić do poważnych  problemów ze zdrowiem, bowiem nasz organizm jako całość będzie pokazywał, że naraża się go na coś, czemu nie potrafi sprostać. Na ogół najszybciej pojawiają się problemy z układem pokarmowym, ale też powszechne są w naszym kraju choroby serca czy nowotwory.

Czasem zapominamy jednak, że nowe wyzwania można przekuć na swoją korzyść. Wystarczy zmienić postrzeganie sytuacji a zatem nastawienie do niej. Trzeba tylko umiejętnie ustawić sobie cel. Często wydaje nam się, że działamy najlepiej, gdy nie doświadczamy stresu, bowiem jesteśmy wtedy swobodni. Taki stan jest jednak w funkcjonowaniu zawodowym niepożądany.  Mówi o tym jedna z najbardziej znanych w psychologii prawidłowości – prawo Yerkesa-Dodsona.  Badacze wskazali, że dla najbardziej efektywnego działania potrzeba nam optymalnego poziomu pobudzenia emocjonalnego. Oznacza to, że działamy gorzej, zarówno gdy nie odczuwamy mobilizacji, jak i w zbyt dużym jej natężeniu.

Jeśli więc zrozumiemy, że nie celujemy w zerowy poziom stresu, a w „optymalny”, łatwiej będzie nam okiełznać emocje, bowiem akceptując, że nowe zadanie jest dla nas trudne, mamy w  nim też większą zgodę na swoje pomyłki i niedociągnięcia. Co więcej, istnieje jeszcze drugie prawo Yerkesa-Dodsona, które ma dla nas dodatkową wskazówkę. Bo skoro trudniejszym zadaniom – dla dobrego ich wykonania – powinno towarzyszyć mniejsze pobudzenie, jest to dla nas wiadomość, że powinniśmy zapewnić sobie maksymalnie obniżające napięcie okoliczności. Co to będzie w naszym przypadku, trzeba rozważyć indywidualnie – dla niektórych może to być pora dnia, bo rano działają sprawniej, dla innych wiedza na temat zagadnienia, bo mogą ją traktować, jak zbroję, dla następnych będą to rozmowy ze współpracownikami. Kluczowe jednak są nasze przekonania na temat  zadania i posiadanych możliwości sprostania mu.

Spotkania z psychologiem – psychoterapeutą zajmującym się zarządzaniem stresem pomagają nam odkryć nasze indywidualne schematy myślowe w związku z trudnymi czynnościami, co pozwala na wypracowanie sposobów radzenia sobie ze stresem. Co więcej można zbadać źródła i uzbroić się w sposoby reakcji na kategorie sytuacji, aby przyszłe obciążenia nas nie przytłaczały a były jedynie towarzyszącym każdemu życiu bodźcami wznoszącymi nas na optymalny poziom funkcjonowania.

Zapraszam na psychoterapię osoby, które chcą przyjrzeć się sobie w obliczu stresu i konstruktywnie nim zarządzić.